[WYWIAD] “Śledźcie marzenia” – rozmowa z Mikołajem “URF” Palimąką

Mikołaj “URF” Palimąka – dziennikarz i komentator esportowy. Mimo młodego wieku posiada niebanalny bagaż doświadczeń. Znacie go ze streamów, słyszeliście jego komentarz podczas wielu turniejów w CSa, widzieliście na Super Game E-sport, a w najbliższej przyszłości będziecie mogli go spotkać na eventach od GG League. Barwna postać z ciekawym życiorysem i ogromną wiedzą! Zapraszamy do lektury z niebagatelnym przekazem.

• Jak doszło do tego, że znalazłeś się w esportowym świecie?

Żeby wszystko zgadzało się chronologicznie, musimy cofnąć się do 2016 roku. Wtedy zaczęła się moja esportowa przygoda. 16-17 lipca skomentowałem swój pierwszy, profesjonalny turniej lanowy. Były to zawody Ligi Komputronik Gaming w krakowskim Bonarka City Center. Po dłuższych negocjacjach razem z firmą Komputronik, doszliśmy do wniosku, że zaryzykujemy i wezmą mnie na komentatora – wcześniej takiej osoby w ogólnie nie przewidywali. Wykorzystałem tę szansę. Wspomniany turniej był czystym wolontariatem, nie dostałem ani złotówki, ale stwierdziłem – od czegoś trzeba zacząć! Następnie, trzy tygodnie później, odbył się kolejny turniej z cyklu Ligi Komputronik Gaming (tym razem w Rzeszowie). Tam zaoferowano mi płatną pracę i tym samym zacząłem komentować dla Komputronika na stałe, choć nie trwało to zbyt długo (do września, gdyż firma zrezygnowała z takowej reklamy i cyklu eventów). Potem przerodziło się to w Super Game E-sport, teraz GG League… i trwa dalej.

• Wspomniałeś o komentowaniu. Pamiętam jak prowadziłeś transmisje z meczów w CS. Jak to teraz wygląda?

Fakt, miało to miejsce. Organizowałem nawet kiedyś własne turnieje 1v1, 5v5. Pewnego razu byłem zaproszony do turnieju streamerów. Udało mi się zająć 3 miejsce ze składem, który skrupulatnie i szczegółowo (bo aż miesiąc) rekrutowałem na strumykach. Potem się przeprowadziłem i do tej pory mieszkam w obrębie Krakowa i nie posiadam zbyt dobrego łącza internetowego, by móc streamować. Jeszcze nawet w 2018 roku zdarzyło mi się komentować finał WESG, mecz Virtus.Pro kontra AGO. Ale jak wspomniałem, domowy internet nie pozwala mi na swobodne uruchomienie transmisji na żywo.

• Śmiem twierdzić, że ze zwykłej zajawki, jaką było granie gry, powoli przeradza się to w pełnoprawną pracę i przyszłość?

Tak, pamiętam wspaniałe czasy, jak byłem jeszcze młody i piękny… Pierwszą grą, w którą grałem była FIFA 2004 na takim ogromnym komputerze z wielkim monitorem, który przypominał telewizory… Miałem wtedy 5 lat. Od dziecka byłem fanem piłki nożnej, więc FIFA mi dumnie towarzyszyła. Natomiast z racji Komunii Świętej dostałem słynne Playstation 2, które było hitem ówczesnej technologii. Na konsoli górowały tytuły takie jak Need For Speed, Gwiezdne Wojny czy jak wspomniałem FIFA lub PES. Potem, jak w życiu pewnie 90% młodych osób, pojawił się Minecraft – klasyka. Później przerodziło się to w Ligę Legend, w którą grałem bardzo długi czas, bo prawie 5 lat. Zdarza mi się włączyć ten tytuł nawet teraz. Nie wygląda to tak jak kiedyś, gdzie mógłbym porównać to do półprofesjonalnego grania – brałem udział w turniejach, miałem własną drużynę, trenowałem. Nareszcie w 2014 pojawił się Counter-Strike, który towarzyszy mi do dzisiaj. W sierpniu będziemy obchodzić okrągłą piątą rocznicę. Co ciekawe, faktem jest, że 1.6 ani Source nigdy nawet nie tknąłem. GO był moją pierwszą odsłoną tej gry, z którą udało mi się zapoznać.



• A to ciekawe! Nie wiem czy kojarzysz gracza Sielu. Kiedyś z nim rozmawiałem, okazuje się, że on też mało co grał w 1.6, a mimo wszystko prezentuje w GO całkiem wysoki poziom.

Tak, kojarzę. Też z nim rozmawiałem na SGE w Szczecinie. Mechanika gry się kompletnie zmieniła i teraz CS:GO zupełnie nie przypomina jego poprzednich odsłon. Ale to pokazuje jedynie, że każdy ma szansę być dobry w CSa, nawet nie grając w poprzednie wersje.

• Cofnijmy się lekko w czasie – współpraca z Super Game E-sport, jak to się zaczęło?

Listopad 2017, to były początki mojej współpracy z Super Game E-sport, event w Oławie. „Wyhaczyli” mnie w internecie bodajże przez Maćka “amarow” Pałaca, którego serdecznie pozdrawiam. Napisał do mnie Marcin „Solar” Bryniarski, że poszukują komentatora, gdyż ich wcześniejszy caster zrezygnował. Miałem skomentować „na próbę”, więc pojechałem do Oławy… Moim rywalem (z przymrużeniem oka) był Krzysiek „KXN” Szymczak, z którym się doskonale znam. Krzysiek komentował turniej w następnym tygodniu, ale wybór padł na mnie. Później dostałem możliwość stałych wyjazdów po Polsce z chłopakami z SGE. Uznajmy, że od marca 2018 roku się zaczęło i trwa do dzisiaj. Wprawdzie już nie jako komentator, gdyż były małe zmiany w strukturach ekipy, ale można powiedzieć, że z Super Game E-sport dalej współpracuję.

• SGE tworzy kawał dobrej roboty na polskim esportowym rynku. Przyczyniliście się w dużym stopniu do rozwoju sportów elektronicznych w kraju nad Wisłą.

Miło mi to słyszeć. To fakt, turniejów było mnóstwo, choć miały swoich zwolenników i przeciwników. Nie każdy lubi amatorskie rozgrywki i vice versa. Jest wiele osób, którzy uwielbiają takowe eventy. To też jest fajne, że w Polsce powstają takie miejsca, gdzie można pograć czysto amatorsko. Przykładem są rozgrywki Mistrzostw Polski Szkół.

• Dokładnie – to jest świetna inicjatywa. Dajecie też możliwość pokazania ludziom, którzy wcześniej tego nie widzieli i nie czuli, jak wygląda esport.

Racja, umożliwialiśmy graczom amatorskim czy też półprofesjonalnym poczuć te emocje. Dzięki nam mogli ze sobą rywalizować i zobaczyć jak to jest. To dla nich zostało stworzone takie coś jak Super Game E-sport.

• Za to powinniśmy być Wam wdzięczni. Masz jakieś najlepsze momenty, których doświadczyłeś w tym okresie?

Najfajniejszym aspektem była każda podróż. Myśl, że co dwa tygodnie wyjeżdżało się w Polskę do innego miasta, była cudowna. Zaczęło się od Oławy, zakończyło się na Wejcherowie, byliśmy w Koninie, Szczecinie. Jeżdżenie do coraz to nowych miejsc, zwiedzanie, poznawanie ludzi. Najbardziej właśnie Szczecin zapadł mi w pamięć. Mimo, że turniej oddalony był od centrum o ponad 10 kilometrów to frekwencja była naprawdę dobra. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Zapamiętałem to miasto bardzo pozytywnie i zamierzam tam kiedyś wrócić.

• Bardzo mi miło! Kiedy byłem na Waszym evencie miałem wrażenie wprost przeciwne. Wydawało mi się, że ludzi nie było zbyt wielu. Choć wy inaczej patrzycie na tę sprawę, podróżując i widząc jak to wygląda w pozostałych zakątkach Polski.

Zawsze tak jest, gdy turnieje są w weekend. Niedziela to jest czas, który spędza się z rodziną. Wy akurat odwiedziliście nas w ten ostatni dzień tygodnia. Natomiast w sobotę był bardzo dużo graczy i osób zainteresowanych.

• Kończąc wątek SGE – nadal pozostajesz w środowisku esportu. Tym razem GG Leauge. Jak będzie wyglądała Wasza współpraca?

Tak jest, z GG League zacząłem współpracę już pod koniec 2017 roku. Polegała ona na komentowaniu rozgrywek internetowych „King of the Hill”, na które zaprosił mnie Kamil Dziuk i Mateusz Matysiak czyli prezes GG League. Następnie w marcu ruszył drugi sezon rozgrywek, tym razem lanowych. Odwiedziliśmy m.in. Warszawę, Łódź, Opole. Końcowym przystankiem był finał na Inea Stadion, stadionie Lecha Poznań. Nigdy nie myślałem, że w dwa lata mojej kariery znajdę się w takim zaszczytnym miejscu. Dane mi było komentować najlepsze polskie esportowe marki: Team Kinguin, X-kom, PACT. To było bardzo fajne uczucie. Teraz również się cieszę – nawiązałem dużo szerszą współpracę z GG League w dziale Media Realtions, gdzie będę pracować na stałe, a nie tylko na czas imprez. Mam nadzieję, że będzie nam dane się zobaczyć na jakiejś imprezie, bardzo zapraszam! 19 lutego będzie ogłoszony kolejny sezon GG League wraz ze wszystkim szczegółami. Jestem podekscytowany tym, że otwiera się przede mną nowy rozdział. Jestem zmotywowany i gotowy do pracy!



• No właśnie… dział Media Relations brzmi imponująco, czym dokładnie będziesz się zajmować? Praca jako redaktor, rzecznik prasowy, będziesz zajmować się social mediami?

Można to tak nazwać – redaktor. Będę autorem artykułów, które będą pojawiać się na mediach społecznościowych, na stronie internetowej. Będę odpowiedzialny za dawanie akredytacji na eventy, za prowadzenie media dayów, za tworzenie notek prasowych dla mediów… to są jedne z moich obowiązków. Wszystko będzie się dzieliło na prace w internecie, a także podczas eventów, jak np. prowadzenie sceny, reżyserowanie imprezy. Rzecznik prasowy to chyba za duże określenie, ale na pewno kontakt z mediami będzie dosyć duży.

• W Szczecińskiej edycji SGE zauważyłem, że potrafisz rozmawiać z ludźmi i „kierować tłumem”. Skąd nabrałeś takiej pewności siebie? Ona na pewno pomoże Ci w kolejnym, zawodowym etapie.

Dużo ludzi mi mówi, że „mam gadane”, co jest według mnie dużą zaletą. Myślę, że to może być kwestia wrodzonego talentu, bądź genetyki. Na pewno pomaga mi w tym charakter, bo jestem otwartą osobą. Nie mam żadnego problemu z nawiązywaniem nowych znajomości. Praca z mikrofonem i występy publiczne na pewno dały mi wiele doświadczenia, a przy tym nie miałem żadnych oporów. Pewność siebie wynika również z ilości imprez, które prowadziłem jako konferansjer czy też komentator. Z każdym kolejnym eventem było mi łatwiej się wysławiać, pokazywać się publicznie, radzić sobie ze stresem, który jak to zwyczaj bywa, na początku zawsze towarzyszy. Wszystkie te umiejętności dla przyszłego dziennikarza, osoby, która zajmuje się mediami to duży plus. Cieszę się, że mam takie zdolności i nie zamierzam ich marnować.

• Jak najbardziej, trzeba z nich korzystać. Przed wywiadem rozmawialiśmy o studiach, więc… studiujesz dziennikarstwo w Krakowie – czy twoi wykładowcy wiedzą czym się prywatnie zajmujesz? Czerpiesz z tego jakieś profity?

To bardzo dobre pytanie. Szczerze mówiąc część wie, a druga część nie. Miałem już okazję porozmawiać z kilkoma wykładowcami na ten temat. Niektórzy byli bardzo pozytywnie przejęci tym, że taki dziewiętnastolatek, dopiero zaczyna swoją „naukową karierę”, a już jeździ po świecie, zarabia sam na siebie i zbiera dziennikarskie szlify. Nie zamierzam marnować okazji. Wiem, że dużo osób na moim kierunku ma pojęcie czym się zajmuję. Studia bardzo mi pomagają w zdobywaniu teoretycznych tajników pracy dziennikarza, mimo, że na pierwszym roku przedmioty są bardziej ogólne. Większe sprecyzowanie i nastawianie na mój kierunek będzie wkrótce. Oby do przodu! Sesja już za mną. Czekam na wyniki z ostatnich egzaminów, ale jestem dobrej myśli.

• Bardzo ciekawe podejście. Połączyłeś swoją pasję z nauką i liczysz, że to w przyszłości zaowocuje.

Powiem szczerze, że nie za bardzo wiedziałem na jakie studia pójdę. Kiedyś w głowie miałem medycynę, potem prawo, potem że w ogólnie nie chcę studiować. Zakończyłem na dziennikarstwie i to jest chyba idealny kierunek dla mnie. Jest wymagający, ale nie mega trudny. Do tego przy okazji bardzo praktyczny – dziennikarze są potrzebni, media są na topie, internet się rozwija. Nie bez powodu mówimy na to czwarta władza.

• Łączenie esportu i dziennikarstwa. A nie wykluczasz pracy jako zwyczajny żurnalista?

Absolutnie tego nie wykluczam, gdybym miał z esportu zrezygnować, nie byłby to dla mnie żaden problem. Jestem otwarty na wszelkie opcje. Sport towarzyszył mi od zawsze. Długo trenowałem tenis ziemny, ale niestety przez kontuzję kręgosłupa musiałem przestać grać. Całym sercem kocham piłkę nożną, więc jakbym dostał propozycję komentowania meczów w Canal+, to na pewno bym się nie obraził (śmiech). Byłoby to poniekąd spełnienie moich marzeń.

• Racja, zawsze trzeba mieć jakiś plan B. Wspomnieliśmy o SGE, o GGL, jednak na Twoim profilu Facebookowym widnieje informacja o Partnerstwie z Twitch i G2A. Opowiesz pokrótce na czym ono polega?

To też jest informacja sprzed półtora roku. Mój poprzedni kanał na Twitch miał ponad 50 tyś wyświetleń. Byłem wtedy partnerem tej platformy, więc może jest to trochę przestarzała informacja. Natomiast współpraca z G2A cały czas trwa. To również się stało dzięki Komputronikowi. Poprzez kontakty w firmie zostałem partnerem tego serwisu, dostałem własny kod rabatowy, w maju 2017 roku miałem możliwość odwiedzenia głównej siedziby G2A w Rzeszowie. Bardzo dobrze wspominam ten okres. Nadal działamy razem, choć może nasza kooperacja nieco zwolniła.

• Na początku wspomniałeś o komentowaniu turnieju w galerii w Krakowie, był to czysty wolontariat. Czy to, nad czym teraz pracujesz, skupione jest jeszcze wokół bezpłatnej pracy, czy czerpiesz już z tego jakiś finansowy dorobek?

Nie, nie. Już można powiedzieć skończyłem z wolontariatem. Przez te dwa i pół roku zbudowałem sobie markę i nie mogę pozwalać na rzeczy typowo związane z wolontariatem. Ludzie mnie już rozpoznają, kojarzą, wiedzą kim jestem. To już by było bardzo nienaturalne, biorąc pod uwagę mój obecny staż w esporcie.

• Nie miałeś momentu załamania?

Nie. Myślałem, że każdy musi od czegoś zacząć. Czy Izak, czy Prawus, którzy są znakomitymi polskimi komentatorami, zaczynali od zerowych bądź „śmiesznych” pieniędzy. U mnie bardziej chodziło o realizację własnej pasji. Jadąc na pierwszy event z Komputronikiem myślałem właśnie o pasji, a nie o jakichkolwiek pieniądzach. Ale nie narzekam, przekształciło się to w stały dochód i jestem z tego bardzo zadowolony.

• To jest bardzo zdrowe podejście. Natomiast wiele ludzi, który zaczynają działać w esporcie chcą od razu pieniędzy, czasem nierealnych kwot. Jakie jest twoje zdanie?

Jest powiedzenie, które idealnie tu pasuje: „nie od razu Rzym zbudowano”. Każdy musi od czegoś zacząć. To nie jest tak, że na starcie jesteśmy najlepsi i najlepiej wykonujemy swoją pracę. Porównując nasz rodzimy esport do esportu krajów azjatyckich, jesteśmy słabo rozwinięci. Dlatego ten mały pierwiastek trzeba najpierw dać od siebie, żeby potem liczyć na jakieś profity. Ja dzięki Bogu i sprzyjającym okolicznościom, tę szansę wykorzystałem.

• Rozmawiamy o ludziach którzy zaczynają karierę w esporcie. Ty zaczynałeś mając 17 lat. Co na to twoi rodzice?

To też jest dobre pytanie. Generalnie było tak, że temat gier w moim życiu był obecny od zawsze. Rodzice mówili „za dużo grasz” itp. Od pewnego czasu tego już nie ma. Wiedzą, że nie siedzę przy komputerze tylko po to żeby zabić czas, ale też dlatego, że pracuję. Zdarza mi się pograć, ale wiadomo – trzeba się czasem oderwać. Z biegiem czasu rygorystyczne podejście moich rodziców się zmieniło. Teraz dają mi wolną rękę. Kiedy po powrocie z pierwszego turnieju zobaczyli moją wypłatę, pewnie pomyśleli „może coś z tego będzie”. Pamiętam, jak nagrywaliśmy film dla Discovery, pt. „Kibice” (bardzo serdecznie wszystkim polecam), w którym grałem główną rolę, przeprowadzony był wywiad z moją mamą. Zapytali ją, jak zareagowała na to, że zacząłem spędzać długo czasu przed komputerem. Powiedziała, że podejście się zmieniło na „liberalistyczno-wolnościowe”, tak bym to nazwał. Jeśli dalej się będę rozwijać, wyprowadzę się z domu na rzecz pracy w trasie. Nie będę już tyle grać. Pewnie główny czas będę spędzać przy laptopie pracując. Ale taka jest kolej rzeczy.

• To bardzo miło z ich strony, że Cię wspierają. Obaj dobrze wiemy, że podpora ze strony rodziny jest ważna. Studia sobie chwaliłeś, a jak w Krakowie ze sportami elektronicznymi? Jak ten rejon sprawuje się na esportowej mapie Polski?

Niestety, wygląda to dosyć marnie. W lipcu 2018 był Major na Tauron Arenie, wraz z SGE zrobiliśmy jedną edycję w grudniu i o ile się nie mylę to chyba wszystko. Major to była jedyna tak wielka impreza, która mam nadzieję, kiedyś się powtórzy. W moim regionie trochę brakuje eventów, to trzeba jasno podkreślić. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni, że Kraków będzie bardziej esportowy, by większe firmy z ogromną chęcią do nas przyjeżdżały.

• To teraz nieco bardziej światowo – jak Polska (w aktualnym stanie rzeczy) prezentuje się na globalnej mapie esportu. Możemy porównywać się choćby do Szwecji? Nie mam na myśli obecnej formy naszych drużyn, ani umiejętności graczy. Myślę, o aspektach marketingowych, rozrywkowych itp.

To jest prawda, że jesteśmy trochę do tyłu. Wydaję mi się, że to głównie przez ogólne zacofanie gospodarcze, spowodowane wiadomymi względami. Jednak mimo wszystko idziemy w dobrym kierunku. Wszystko staje się bardziej profesjonalne i zdecydowanie lepiej funkcjonujące. Świadczą o tym kolejne firmy, które inwestują w esport, kolejne kampanie reklamowe z gigantami takimi jak STS, KFC, Sprite. Mam nadzieję, że przez najbliższe lata będzie się to rozwijać w podobnym tempie. Trzymam za to mocno kciuki!

• Już powoli kończąc… jakieś wskazówki dla młodych dziennikarskich pretendentów w dziedzinie esportu?

Na pewno śledźcie marzenia! Podążajcie za nimi. To nie jest tak, że nie da się ich zrealizować. Jeżeli chcecie coś konkretnego robić w przyszłości, to rozwijajcie się w tym kierunku. Szukajcie, dążcie i rozglądajcie się wokół, bo możliwości jest mnóstwo. Zainteresowanie esportem w Polsce jest ogromne i ciągle rośnie. Z tego też wynika, że ofert pracy jest bardzo dużo. Znowu… śledźcie marzenia. Jeśli myślicie, że w przyszłości możecie być kimś ważnym w tej dziedzinie, to róbcie w tym kierunku wszystko. Trzeba po prostu zaryzykować. Trzeba coś najpierw poświęcić, żeby potem odnieść sukces. Ja tak zrobiłem… i się opłaciło.

• Bardzo ładny apel! Podpisuję się rękoma i nogami! I czas na ostatnie pytanie… widziałem, że SGE zrobiło ciekawą ankietę na Facebookowym profilu: „Kogo jest więcej? Fanów CS’a czy LoL’a?” Przytłaczająca ilość, bo 80% opowiedziało się za CS’em. Właśnie do tego nawiązuję… jaka jest według Ciebie przyszłość CS’a oraz szeroko rozumianego esportu?

Counter Strike ma już 20 lat. Mówiło się, że umiera, że traci fanów. Ja zawsze broniłem CS’a. Jest to gra, którą uwielbiam i liczę na to, że nigdy nie umrze na dobre. Liga Legend, też była kiedyś w Polsce bardzo popularna, ale z racji tego, że mieliśmy swego czasu wiele polskich drużyn w LCS jak Roccat. Teraz mamy tylko pojedyncze wyjątki. Polacy w światowej scenie LoLa, niestety nie istnieją. CS’owców przybywa, jest ich coraz więcej, a LoL stoi w miejscu. Dziwny w tym jest fakt, że Riot zdecydowanie lepiej dba o swoją grę niż Valve, co kompletnie nie przekłada się na popularność. Sam fakt wycofania produkcji Riota z rozgrywek IEM przez ESL pokazuje, że CS bije go na kolana w każdym aspekcie. W LoL’a nie mamy praktycznie żadnych eventów w Polsce. Natomiast w kultową strzelankę jest tego dużo: GG League, Games Clash, Copernicup, czy właśnie Majory. Jeśli chodzi o samego Counter-Strike’a, myślę, że nigdy nie zobaczymy nowej odsłony gry. Na Global Offensive może się to wszystko skończyć. Przynajmniej chciałbym, żeby nie robili nowej wersji, a jedynie wysłuchali próśb graczy. Choćby ten nieszczęsny tickrate 128 na matchmakingach. Przykładów jest mnóstwo, a jednak ludzie stoją murem za tym tytułem, mimo, że Valve (mówiąc kolokwialnie) wszystko zlewa. Jeśli chodzi o esport: sam w sobie idzie w dobrym kierunku. Przykładem może być fakt, że na ostatniej edycji ESL One w Docie, nagrodą za MVP był nowy Mercedes – już nawet tak wielkie marki zdobywają w nasz rynek. Esport już na tyle wszedł do naszego życia, że staje się pełnoprawna pracą. Ludzie się przy tym spełniają i realizują.

• Sam jesteś tego dobrym przykładem.

O! Jeszcze nie… Ale mam nadzieję, że kiedyś do tego dojdzie, że będę wzorem do naśladowania dla innych ludzi…