Worlds 2018 – faza play-off

Napisał: , 20 października 2018

Ćwierćfinały Półfinały Finał
Cloud9 3
Afreeca Freecs 0
Cloud9 0
Fnatic 3
Fnatic 3
Edward Gaming 1
0 Fnatic
3 Invictus Gaming
KT Rolster 2
Invictus Gaming 3
Invictus Gaming 3
G2 Esports 0
Royal Never Give Up 2
G2 Esports 3

Ćwierćfinały

KT Rolster 2:3 Invictus Gaming

Pierwsze dwa spotkania serii, bardzo szybko wpadły na konto Invictus Gaming. Chińska formacja doskonale wykorzystywała możliwości swoich kompozycji, nastawionych przede wszystkim na walki drużynowe. W trzecim meczu toplaner IG – TheShy, zagrał Fiorą, która świetnie radziła sobie nie tylko w teamfightach, lecz także na splitpushu. Koreańczyk zdołał sam sforsować przeciwną bazę i był bardzo blisko zniszczenia nexusa. KT Rolster uratowała teleportacja Smeba, który z pomocą swojego midlanera i junglera, zdążył jako pierwszy zamknąć to spotkanie. Po takim zwrocie akcji koreańska formacja mogła na chwilę odetchnąć. Czwartą mapę rozegrali już znacznie lepiej wyrównując wynik na 2:2. W decydującym meczu musieli jednak ponownie uznać wyższość IG. Dobry draft oraz znakomite umiejętności indywidualne wicemistrzów LPL, zapewniły im miejsce w półfinale.

Royal Never Give Up 2:3 G2 Esports

Od samego początku serii G2 Esports starało się za wszelką cenę grać wokół dolnej alei. Zarówno Perkz jak i Wunder, bardz dobrze radzili sobie na swoich liniach. Jankosowi pozostało więc jedynie wspierać bota i nie pozwolić Uziemu na zdobycie zbyt dużej przewagi. W pierwszym meczu niestety nie zdołali powstrzymać chińskiego Luciana i już w 32 minucie na konto RNG wpadła pierwsza mapa. Zupełnie inaczej wyglądało drugie spotkanie, w którym zawodnicy G2 niejednokrotnie zaskakiwali przeciwników znakomicie wykorzystując ich błędy. Po zdobyciu Barona, to oni zaczęli dyktować warunki, sprawnie doprowadzając do remisu. W kolejnej grze mistrzowie Chin zdominowali G2. Potrzebowali zaledwie 25 minut by ponownie wyjść na prowadzenie. Mimo utraty jednej mapy zawodnicy Royal Never Give Up grali bardzo pewnie, przypominając wszystkim że to oni są faworytami. Europejczycy dokonali jednak czegoś niesamowitego, wygrywając dwa ostatnie pojedynki i eliminując głównych pretendentów do zdobycia tytułu tegorocznych mistrzów świata. G2 Esports zagrało fantastycznie już we wczesnej fazie gry, która okazała się kluczowa w obu spotkaniach. Szczególnie dobrze zaprezentował się Perkz. Jeden z najlepszych midlanerów w EU LCS, po wielu nieudanych występach na Worlds’ach w końcu pokazał na co go stać, zabierając swoją drużynę do półfinałów.

Cloud9 3:0 Afreeca Freecs

Afreeca Freecs bardzo słabo rozpoczęło serię, ulegając Cloud9 już w pierwszym meczu. Bardzo jednostronne spotkanie zapewnił na Svenskeren. Jungler C9 znakomicie wspierał dolną oraz środkową aleję, umożliwiając kolegom z drużyny bardzo szybki i efektywny snowball. Zupełnie inaczej wyglądało drugie spotkanie. Tym razem to AFs lepiej rozegrało early game zgarniając sporą ilość pojedyńczych zabójstw. Ich przewaga w złocie nie była jednak zbyt wysoka dzięki czemu amerykańska formacja mogła sprawnie wróciła do gry. Od 19 minuty, zwodnicy C9 doskonale wyłapywali oponentów wykorzystując każdy ich błąd. Bardzo szybko to oni zaczęli dyktować warunki, co efektownie udowodnili podczas pojedynku o pierwszego Barona. W niezykle ryzykownej walce drużynowej zdołali wyeliminować prawie całą drużynę przeciwną oraz zdobyć wzmocnienie, kilka minut później ustalić wynik na 2:0. W early gamie trzeciego meczu, obie drużyny koncentrowały się na dolnej alei. Korzystniej wychodzili na tym Koreańczycy. Ostatecznie o wyniku zadecydowały zacięte walki drużynowe, które obie drużyny wygrywały niemalże na zmianę. Te najbardziej kluczowe, wpadały jednak na konto C9. Kradzież Barona w wykonaniu Licorice’a, była początkiem końca koreańskiej formacji. Wygrany teamfight w 35 minucie zapewnił Cloud9 miejsce w półfinale.

Fnatic 3:1 Edward Gaming

W pierwszym spotkaniu Edward Gaming zupełnie zdominowało Fnatic. Europejczycy od samego początku zbierali ciosy i nie byli w stanie w żaden sposób odpowiedzieć na agresję przeciwników, którzy zakończyli mecz już w 28 minucie, z ponad 15-sto tysięczną przewagą w złocie. Drugą mapę ponownie otworzyli Chińczycy, zgarniając aż 4 pierwsze zabójstwa. Zawodnicy Fnatic bardzo szybko odwrócili jednak przebieg spotkania, dzięki doskonale rozgrywanym pojedynkom drużynowym. Bez problemu doprowadzili więc do remisu. Trzeci mecz był zdecydowanie najbardziej emocjonujący. Po raz kolejny to EDG lepiej poradziło sobie we wczesnej fazie gry. Nie zdołali jednak odpowiednio wykorzystać przewagi, dzięki czemu europejska formacja powróciła do spotkania. Kluczową rolę odegrał w nim Rekkles. Prawie 50 minutowa gra pozwoliła Szwedzkiemu strzelcowi się rozkręcić i poprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa. Decydująca okazała się czwarta mapa, w której Fnatic oddało co prawda kilka wczesnych zabójstw, lecz przez cały czas utrzymywało sporą przewagę, dzięki znakomitej farmie oraz kontroli wież i smoków. Ryzykowny teamfight przy Baronie w 31 minucie, również poszedł po ich myśli. Po zdobyciu wzmocnienia mistrzowie EU LCS byli nie do powstrzymania. Pewnie zakończyli spotkanie i zapewnili sobie miejsce w półfinałach Worlds 2018.


Półfinały

Invictus Gaming 3:0 G2 Esports

W pierwszym spotkaniu G2 Esports skupili się na dolnej alei, banując najsilniejsze picki JackeyLove’a oraz odbierając przeciwnikom Alistara. Chiński botlane mimo wszystko poradził sobie znakomicie. Lucian wraz z Braumem całkowicie zdominowali oponentów. TheShy i Rookie również stanęli na wysokości zadania, wywierając ogromną presję na swoich liniach. Zawodnicy IG zagrali znacznie lepiej pod każdym aspektem. Po zdobyciu Barona w 28 minucie, zamknięcie spotkania było dla nich już tylko formalnością. Drugi mecz okazał się równie jednostronny. Po raz kolejny po stronie Invictus Gaming zobaczyliśmy Jayce’a, tym razem jednak w rękach koreańskiego toplanera. Z pomocą junglera zarówno TheShy jak i Rookie, raz jeszcze zaprezentowali wspaniały pokaz indywidualnych umiejętności, deklasując swoich rywali. Mimo kilku pojedyńczych eliminacji, G2 w żaden sposób nie było w stanie wrócić do gry. By awansować do wielkiego finału musieli więc wygrać trzy kolejne spotkania, co wydawało się niemożliwe. Early game w trzecim meczu wyglądał całkiem obiecująco. Kilka udanych ganków w wykonaniu Jankosa zapewniło europejczykom przewagę, która utrzymywała się aż do 20 minuty. TheShy odwrócił wtedy przebieg spotkania, praktycznie samemu wygrywając walkę drużynową dla IG. Po raz trzeci w tym półfinale, chińska formacja zakończyła grę przed 30 minutą. G2 Esports nie byli w stanie pokonać wicemistrzów LPL, lecz mimo to należy im się ogromny szacunek. Drużyna, która awansowała do mistrzostw jako 3 seed z Europy, dotarła bardzo daleko eliminując po drodze głównych faworytów całego turnieju – RNG.

Cloud9 0:3 Fnatic

Fnatic poradzili sobie ze swoimi przeciwnikami równie sprawnie co Invictus Gaming. W pierwszym spotkaniu całkowicie zdeklasowali Cloud9, kończąc mecz w 25 minucie. Z pomocą duńskiego junglera, zarówno Caps jak i Bwipo wywierali ogromną presję na górnej i środkowej alei co przyczyniło się do bardzo łatwego zwycięstwa. Druga gra była nieco bardziej wyrównana. Amerykańska formacja znacznie lepiej rozegrała early game, zdobywając sporo zabójstw oraz wygrywając kilka wczesnych walk drużynowych. Nie zdołali jednak zdobyć wystarczającej przewagi, przez co spotkanie zaczęło im uciekać. Po zgarnięciu wystarczającej ilości złota, zawodnicy Fnatic szybko stali się znacznie silniejsi dzięki czemu to oni zdobyli Barona, który umożliwił im wtargnięcie do przeciwnej bazy. Choć Cloud9 bronili się do samego końca, nie byli w stanie pokonać Capsa. Efektowny quadrakill duńskiego midlanera doprowadził do punktu meczowego. Ostatnie spotkanie otworzył botlane Fnatic, zdobywając first blooda już w 4 minucie. Early game europejskiej formacji wyglądał dobrze, lecz nie był idealny. Zawodnicy C9 wykorzystywali ich błędy, wyrównując ilość zdobytego przez obie drużyny złota. W 23 minucie podczas starcia przy dolnej alei pomarańczowi pokazali jednak, że nie bez powodu są faworytami tej serii. Sprawnie poradzili sobie z oponentami, dzięki czemu mogli zgarnąć Piekielnego Smoka oraz Barona. Przez kolejne 10 minut amerykańska formacja próbowała powrócić do spotkania, lecz to Fnatic zwyciężało wszystkie teamfighty skutecznie doprowadzając do wyniku 3:0 i awansu do wielkiego finału. Cloud9 z pewnością zostanie zapamiętane przez fanów. Jako pierwsza w historii drużyna z NA LCS, awansowali do półfinału mistrzostw świata.

Finał

Fnatic 0:3 Invictus Gaming

Wielki finał mistrzostw oglądało jednocześnie ponad 205 milionów widzów. Stadion Incheon Munhak mieszczący 50 tysięcy osób, był w całości wypełniony fanami League of Legends. W ceremonii otwarcia zorganizowanej przez sponsorów Riot Games – Master Cards, udział wzięli między innymi The Glitch Mob, Mako, The Word Alive, Bobby, Madison Beer, Jaira Burns oraz (G)I-DLE. Po występach artystów i wprowadzeniu zawodników, rozpoczęło się najważniejsze spotkanie roku 2018. Wspaniałe występy Invictus Gaming w fazie play-off stawiały ich w dość pewnej pozycji. Finał zapowiadał się jednak na bardzo wyrównany z uwagi na fakt, iż Fnatic okazało się lepsze od IG w fazie grupowej. Niestety europejska formacja całkowicie nie radziła w tym ostatnim kluczowym momencie. TheShy oraz Ning grali niemalże perfekcyjnie, na każdym kroku deklasując swoich rywali. Zarówno w pojedynkach solowych, jak i walkach drużynowych, Invictus Gaming prezentowało się znacznie lepiej niż Fnatic. Ostatnią nadzieją dla Europy była 3 mapa, na której w 21 minucie Broxah zdołał ukraść Barona. Potencjalny comeback szybko stał się jednak fikcją. Już kilka minut później wicemistrzowie LPL bez problemu wdarli się do przeciwnej bazy i zamknęli spotkanie, ustanawiając tym samym rekord najszybciej rozegranego finału Mistrzostw Świata w formacie bo5. Drużyna, po za ważącym 32 kg Pucharem Przywoływaczy, otrzymała 40% tegorocznej puli nagród wynoszącej $2,250,000. Nagrodę MVP turnieju zdobył Gao “Ning” Zhen-Ning – jungler Invictus Gaming.


Esport Radio 24

Aktualnie grane
Tytul
Wykonawca

Background