FACEIT Major – kto zdobędzie mistrzostwo? Część 1: Legendy

FACEIT Major London 2018 – jeden z dwóch najważniejszych turniejów w roku dla graczy Counter-Strike: Global Offensive. Po trwającej pięć dni pierwszej fazie, która do niedawna była jeszcze kwalifikacjami, nasze oczy kierują się na szesnaście topowych ekip. To one powalczą o główną nagrodę w wysokości 500 000$.

 

Legendy ELEAGUE Major Boston

Cloud9
Na sam początek pod lupę weźmy amerykańską formację. Od czasu ostatniego turnieju rangi Major w ich zespole zaszły dwie zmiany. Niemal jednocześnie ogłoszony został transfer STYKO – rezerwowego Mousesports, a także Goldena, który wcześniej reprezentował barwy fnatic. W tym line-upie zaprezentowali się jedynie podczas dwóch turniejów. Pierwszy z nich to lanowy pojedynek najlepszych ekip w ramach ELEAGUE Premier 2018. Lipcowe rozgrywki w Atlancie to jeden z gorszych występów C9 tego roku. Dwa przegrane pojedynki grupowe z Astralis (15:19, 9:16) oraz MIBR (5:16, 17:19) szybko wykluczyły ich z walki o wygraną. Po miesiącu nadeszło jednak nowe wyzwanie. Zamknięte kwalifikacje do IEM Chicago były dobrym sprawdzianem umiejętności i wyuczonych taktyk po zmianach. Całkiem niezła dyspozycja Cloud9 została jednak wystawiona na próbę podczas pięciomapowego, wielkiego finału. Wtedy to eUnited rozprawiło się z oponentem. Kolejne tygodnie minęły, już jutro amerykańską formację czeka wielki sprawdzian. Wielu na pewno wierzy w dobry występ drużyny, jednak nie można być zbyt optymistycznym. Ekipy zza oceanu potrafią płatać figle zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie. W tym wypadku może być podobnie. Cloud9 powinno poradzić sobie z fazą grupową, jednak w mojej opinii nie uda im się zawitać w czołowej czwórce.

 

FaZe Clan
Jednym z pretendentów do zwycięstwa jest na pewno FaZe Clan. Ten międzynarodowy supermiks pod banderą amerykańskiej formacji jeszcze nigdy nie zdobył tego najważniejszego w karierze każdego gracza CS:GO trofeum. Okazja jest na pewno wyśmienita. Powrót “Olofmeistera” z dość długiej przerwy na pewno da nową jakość drużynie. FaZe również tak jak Cloud9 brało udział w ELEGUE Premier 2018. Ich lokata także była podobna do ekipy “Skadoodla”. Dwa przegrane mecze w fazie grupowej to na pewno rezultat poniżej oczekiwań. Kolejny sprawdzian międzynarodowej mieszanki odbył się całkiem niedawno. DreamHack Masters w Sztokholmie to doskonała okazja do pojedynkowania się z topowymi drużynami. Dobra postawa w fazie grupowej dała nadzieję na walkę o pierwszą lokatę. Tak się jednak nie stało, bowiem już w ćwierćfinale zostali pokonani przez ekipę Janusza “Snaxa” Pogorzelskiego. FaZe Clan na pewno chce się pokazać jak najlepiej na turnieju w Londynie. To ich ogromna szansa, by sięgnąć po upragniony tytuł. Przeprawa na pewno nie będzie łatwa, jednak tę ekipę stać na pokonanie każdego. Nie najlepsza dyspozycja w ostatnich kilkunastu tygodniach nie daje jednak stuprocentowej pewności na powodzenie. W mojej opinii FaZe Clan nie bez problemów przejdzie do fazy pucharowej, gdzie powalczą jak równy z równym o jak najwyższą pozycję.

FaZe Clan podczas ESL One Cologne; fot. Bart Oerbekke

G2
Francuska scena CS:GO od zawsze obfitowała w niezłych zawodników. Często wymieniali się oni jednak między formacjami przez co nigdy nie otrzymaliśmy kogoś, kto powalczyłby o TOP3 rankingu światowego. Aktualny skład G2 to europejski “przeciętniak”, który systematycznie plasuje się kawałek za podium większych i mniejszych turniejów. Takie właśnie były ich ostatnie występy. Miejsca 5-6 zajmowali zarówno podczas finałów piątego sezonu ECS, ESL One Cologne oraz DreamHack Open Valencia. Dzielnie walczyli z takimi drużynami jak brazylijskie Luminosity czy Natus Vincere. Ostatni oficjalny mecz toczyli z Windigo podczas kwalifikacji do EPICENTER 2018. Francuzi ulegli ekipie, która wyeliminowała AGO Esports w tych zmaganiach. G2 to na pewno pretendent do fazy pucharowej londyńskiego Majora. Mogą mieć jednak problem, gdy napotkają na drużyny ze światowej czołówki. Jeśli dobrze przygotowali się do tego turnieju oraz losowanie będzie dla nich łaskawe – mają szansę na awans do 1/8. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem w mojej opinii jest bilans 2-2 i wygrana francuzów w ostatnim pojedynku BO3 z ekipą, która nie należy do tzw. TIER 1.

 

MIBR
Odkąd drużyna pod dowództwem “Fallena” zaczęła dokonywać zmian personalnych nie dzieje się najlepiej w ich szeregach. Z dniem 23 czerwca Brazylijczycy zmienili także organizację. Umowa z SK Gaming została rozwiązana, a zawodnicy występują teraz pod banderą Made in Brazil. MIBR od dłuższego czasu częściej znajduje się w dołku niżeli na szczycie. Słaby występ podczas ESL One Cologne, gdzie byli zagrożeniem jedynie dla Renegades oraz North to jeden z najsłabszych wyników tej drużyny od długiego czasu. Jednym z przebłysków geniuszu był na pewno ZOTAC Cup Masters 2018. Brazylijczycy sprawnie przedostali się do wielkiego finału, gdzie bez większych problemów pokonali Team Kinguin. Szybko jednak przyszedł kolejny spadek, gdzie już w ćwierćfinale DreamHack Masters Stockholm zostali wyeliminowani przez Astralis. Nie nawiązali w tym spotkaniu niemal żadnej walki. Major w Londynie może być dla tej ekipy kamieniem milowym w dwojaki sposób. Zła passa zostanie pokonana i zobaczymy renesans drużyny albo dojdzie do kolejnych, być może poważniejszych zmian w drużynie. Każdy fan CS:GO na pewno nie wyobraża sobie fazy play-off bez graczy z Brazylii. Choć przeprawa nie będzie łatwa, MIBR mimo wszystko ma szansę na wysoką lokatę.

 

Natus Vincere
Ukraińsko-rosyjska formacja to drużyna, której nie trzeba nikomu przedstawiać. Trzy duże turnieje wygrane od czerwca mówią same za siebie w kwestii ich umiejętności. Ostatnimi czasy ich forma nie jest jednak rewelacyjna. Podczas ELEAGUE Premier, a także DreamHack Masters zajęli stosunkowo niskie lokaty. Może być to jednak spowodowane skupieniem się w dużej mierze na Majorze. Na’Vi to zdecydowany pretendent do zajęcia miejsca na podium. Potrafią walczyć z najlepszymi drużynami, a także mają coś, czego każda formacja może im zazdrościć. Oleksandr “s1mple” Kostyliev to jeden z najlepszych zawodników na świecie. Ten młody gracz pomimo swojej toksycznej przeszłości zmienił się i na każdym turnieju prezentuje niesamowitą formę. Niemal za każdym razem udaje mu się zdobyć nagrodę najbardziej wartościowego zawodnika, tzw. MVP. Przed Natus Vincere jeden z ważniejszych sprawdzianów w tym roku i wierzę, że zdadzą go na piątkę!

 

Winstrike
Drużyna, którą nie każdy może kojarzyć. Jest to byłe Quantum Bellator Fire. Rosyjska drużyna z Litwinem w składzie, która przebojem zdobyła serca fanów podczas ELEAGUE Major Boston 2018. Na początku tego roku za oceanem mieli występować w roli “chłopców do bicia”. To zdanie szybko zostało jednak zweryfikowane, bowiem pomimo problemów z najlepszymi, bardzo dobrze radzili sobie z drużynami z nieco niższej półki. Flash Gaming, Team EnVyUs czy AVANGAR nie stanowiły problemu dla QBF, które dostało się do fazy play-off. Tam zostali jednak skarceni przez Na’Vi. Czy powtórzą sukces podczas Majora w Londynie? Na pewno mają szansę, stoi za nimi piękna historia z Bostonu, jednak ich aktualna forma nie należy do najlepszych. Bardzo chciałbym zobaczyć Winstrike na głównej scenie, jednak według mnie nie uda im się powtórzyć wyczynu z poprzedniego Majora.

 

fnatic
Szwedzka organizacja, podobnie jak Natus Vincere to marka sama w sobie. Niestety ich ostatnie występy nie zachwycają. “Xizt” i spółka przechodzą słabszy okres, w którym nie udaje im się nawet walka o najniższy stopień podium. Podobnie jak niektóre z powyższych drużyn, fnatic brało udział w ELEAGUE Premier, a także DreamHack Masters w Sztokholmie. Amerykański turniej nie był dla nich szczytem marzeń. Pomimo nawiązanej walki z drużynami na swoim poziomie, nie byli oni w stanie ich pokonać. Turniej przed własną publicznością to już kompletny dramat fnatic. Przegrana z OpTic oraz Heroic zakwalifikowała ich na najniższym możliwym miejscu. Jeśli taką samą postawę gracze będą prezentować podczas FACEIT Major możemy być świadkami niespodzianki i braku awansu fnatic do fazy pucharowej. Być może w drużynie potrzebne są kolejne zmiany, które wyprowadzą Szwedów na dobre tory.

Stanowisko fnatic podczas DH Masters; fot. Adela Sznajder

mousesports
Ostatnia z legend Majora w Bostonie to właśnie “myszy”. Nowa drużyna “Snaxa” na międzynarodowych turniejach prezentuje się całkiem nieźle. Chwilę po wprowadzeniu nowego zawodnika mousesports pojawiło się na ESL One w Kolonii. Był to dla nich bardzo zły występ. Pozycja w okolicach pierwszej dziesiątki to na pewno nie powód do dumy dla tak klasowych zawodników. Po kilku tygodniach treningów w nowym składzie nastąpił jednak progres. Podczas ELEAGUE Premier poradzili sobie z takimi drużynami jak FaZe Clan czy fnatic. Zdobywając miejsce 3-4 na pewno dodali sobie nieco pewności siebie po bardzo słabym występie w Kolonii. Miesiąc później nadszedł czas na DreamHack Masters. W stolicy Szwecji, gracze mousesports również zakwalifikowali się do fazy play-off. Tam w ćwierćfinale pokonali FaZe Clan. W kolejnym etapie zmagań ulegli jednak North – triumfatorowi całego turnieju. Podczas FACEIT Major Janusz i jego nowi wspólnicy na pewno mają szansę na wysoką pozycję. Jeśli tylko dobrze wejdą w turniej powinni bez większych problemów przedostać się przez fazę grupową, by później dzielnie walczyć w play-offach.

Jeszcze dziś na łamach esportradio24.pl znajdziecie drugą część materiału opisującego wszystkich uczestników Majora. Dowiecie się w niej nieco więcej o drużynach, które o główną fazę turnieju musiały walczyć w eliminacjach.