“Kiedy chciałem zakończyć karierę, […] nie wiem co tak naprawdę działo się w mojej głowie” – wywiad z Maciejem “Morgenem” Żuchowskim!

Każdy kibic Counter Strike’a zna jego głos. Wielu z nas w wolnych chwilach nuci sobie sentymentalną “Lukę po LuQu”, bądź “Nieustraszonego Taza”. Charyzmatyczna postać w środowisku esportowym, człowiek pełen otwartości i humoru, ale również doświadczenia życiowego. Jak to się zaczęło? Co jeśli nie komentowanie? Odpowiedzi na te oraz inne pytania znajdziecie w poniższym tekście.

 

Jesteś jednym z pierwszych najbardziej rozpoznawalnych komentatorów Counter Strike’a. Jakbyś miał porównać swoje początki komentowania w 1.6, oraz w GO. Różnica pewnie kolosalna.

 

– Właściwie komentowanie 1.6 to były moje pierwsze kroki w karierze castera. Dosyć przypadkowo znalazłem się w HSTV. Zostałem zapytany czy mam ochotę skomentować, spróbować swoich sił. Pamiętam, że się bardzo stresowałem. Nawet pomimo tego, że uznawałem to przede wszystkim jako zabawę. Żartami bym tego nie nazwał, bo wiadomo puszczaliśmy transmisję i trzeba było spotkanie komentować. Jednak streamy były bardzo zabawne. W tle leciał mecz, a wokół niego dla urozmaicenia były żarty, śmieszne teksty. Często komentowaliśmy w duecie więc rozmowy były wesołe. Nawet jak komentowałem solo, to traktowałem to dosyć niepoważnie. Zwłaszcza porównując całość do dzisiaj – gdzie wygląda to bardzo profesjonalnie. Co do CS:GO, to sprawa wygląda zupełnie inaczej. Byłem coraz starszy, więc nie wypadało mi „śmieszkować” przed kamerą. Do tego esport w Polsce stawał się coraz bardziej profesjonalny i należało go traktować z większą “normalnością”. Takie głupie teksty na dłuższą metę mogłyby się komuś nie spodobać. Raz na jakiś czas – pewnie. Jednak regularnie to nie ma najmniejszego sensu. To ma być profesjonalny komentarz, a nie kabaret. Choć wiele zależy od tego jakie mecze komentuję, oraz gdzie je komentuję. Ostatnio najczęściej są to mecze, które coś znaczą. Już raczej nie zdarza mi się komentować lig forumowych, jak miało to miejsce kiedyś, gdzie właściwie były to mecze o nic. No dobra… grało się, żeby zdobyć pierwsze miejsce i dostać serwer na miesiąc. Wtedy to była może jakaś nagroda, natomiast dziś to jest nic. Wówczas mogłem pozwolić sobie na urozmaicanie meczu. Dziś jednak skupiam się przede wszystkim na drużynach, na tym profesjonalnym esporcie.

 

Początki w dzisiejszych czasach są dużo łatwiejsze. Każdy może zacząć komentować bez większych przeciwwskazań.

 

– Tak, dziś to wygląda zupełnie inaczej. Jest łatwiej choćby przez to, że mamy zdecydowanie lepszy dostęp do internetu i jest on dużo szybszy niż kiedyś. Możemy transmitować mecz z domu – nie zapominając o tym, że musimy mieć prawa do takiej transmisji. W czasach 1.6, za czasów HSTV, mieliśmy dostęp do streamowania meczów. Będąc szczerym, nawet nie wiem skąd (śmiech). Początek CS:GO wcale nie był zbyt trudny. GOTV było dostępne dla każdego. Wystarczyło przekopiować IP, wejść do gry i komentować. Dziś, jak wspomniałem, jest zdecydowanie łatwiej pod względem technicznym: szybszy internet, lepsze komputery. Natomiast jest trudniej jeśli chodzi o prawa do transmisji. Trzeba napisać do organizatora o taki przywilej, czasami nawet zapłacić – jeśli chodzi o duże turnieje, to płacić trzeba zawsze. Jeśli ESL robi turniej, wtedy działa to nieco inaczej. Mają wszystko na wyłączność – wiadomo, mecze przejmują oficjalne kanały z emisją.

 

Ostatnio była ciekawa sprawa z Pashą, który włączył streama z Majora w Katowicach na własnym kanale.

 

– Wtedy chyba znaczenie mają prawa od Valve. Skoro to był Major, to wszystkie mecze były ogólnodostępne w grze. Natomiast obrazu z oficjalnego streama nie może wziąć sobie każda osoba i bez problemów skomentować. Wtedy wchodzą w grę umowy sponsorskie. Komentator przez to łamie regulamin, dostaje bana na Twitch i “dziękuję”.

 

Skoro już tak porównujemy te czasy… Jak oceniłbyś komentowanie 1.6, a komentowanie GO? Czy proces ten się mocno różni? Choćby pod względem techniki, szybkości rozgrywki, nadążania za akcją?

 

– Oczywiście dużo się pozmieniało: mamy inne bronie, różnią się aspekty rozgrywki. Mówiąc o samym GO – raz, że gra jest nowsza, dwa, twórca gry poświęcił czas na polepszenie wizerunku spectatora. Mamy domyślne paski zdrowia, na klawiaturze naciśniesz przycisk “5” i kamera przełącza się na zawodnika, która ma przypisany ten numer. Dziś, jak i kiedyś, mamy obserwatorów meczu, ale dzisiaj sprawa wygląda zdecydowanie łatwiej. Za czasów 1.6 byliśmy zmuszeni do pobierania i instalowania pluginów, które obraz ten urozmaicały. Teraz możemy korzystać z domyślnego HUD’u. Wiemy, że ligi się nie ograniczają i tworzą własne nakładki. Kolejnym udogodnieniem jest X-Ray, dzięki któremu możemy widzieć przez ścianę. W 1.6 ściągało się wtyczkę, która uruchamiała coś na zasadzie WH. Jak widzimy, są te różnice, ale CS:GO (pod kątem komentowania) jest dużo, dużo lepszy.

 

Pytanie o koniec twojej kariery. Miałeś moment zwątpienia. Pamiętam, że chciałeś skończyć już z komentowaniem. Przekładałeś tę decyzję i przekładałeś… aż w końcu, jesteś tutaj ze mną, na kolejnym turnieju. Dlaczego?

 

– Możliwe, że podczas innych rozmów mogłem mówić inne rzeczy. Teraz wydaje mi się, że było to spowodowane tym, że esport nie był na takim poziomie, na jakim widzimy go dzisiaj. Byłem wtedy w takim wieku, że musiałem się zastanowić, czy faktycznie brnąć w to dalej. Czy faktycznie będzie to później opłacalne, czy zwróci mi się ten poświęcony czas, te, co by nie mówić, lata. Długo się nad tym zastanawiałem. Najpierw chciałem zrobić sobie przerwę, a kiedy będzie okazja wrócić – to wrócę. Co tak naprawdę się wtedy działo w mojej głowie, nie wiem. Dziś jest to już zgadywanie. Pamiętam jak Virtus.Pro wygrało EMS One w Katowicach, stwierdziłem, że głupio będzie teraz odejść. Pracowałem jako komentator latami, choć sam esport nie był aż tak popularny… A tak się akurat złożyło, że nasi wygrali! Pewnym zatem było, że wszystko zacznie się rozwijać. Głupie i bez sensu byłoby zakończenie w ówczesnym czasie kariery. Pomyślałem – dam temu szanse, zobaczymy co będzie… no i jak widać, było warto.

 

To była bardzo dobra decyzja. Moje następne pytanie nawiązuje do tego co już mówiłeś. Kiedy esport nie był aż tak rozwinięty, to czy komentowanie 1.6 można uznać za zabawę?

 

Tak, to była zabawa. Oczywiście do jakichś pojedynczych, większych eventów podchodziłem bardziej profesjonalnie. Jednak zdecydowana większość tych meczów, dla przykładu ligi forumowe – nie traktowałem jako coś, co chcę robić. Po prostu się w to bawiłem, czułem przy tym pozytywne emocje. Była to dla rozrywka i pasja, ale na pewno nie myślałem, żeby robić to zawodowo. Zwłaszcza nie w tamtych czasach.

 

Więc po czym rozpoznałeś, że właśnie to chcesz robić w życiu?

 

Chyba wynikało to z doświadczenia, które zdołałem zdobyć. Skoro zaczęło się to rozwijać, stwierdziłem, że warto będzie zostać. Również dlatego, że nie było wtedy wielu komentatorów. Rynek był otwarty, choć dziś się to trochę zmienia, bo casterów przybywa. Znałem się na tym, ludzie mnie polubili. Pomyślałem, że mogę na tym skorzystać. Gdybym podjął inną decyzję, mógłbym żałować, że nie wykorzystałem tych lat przebytych w środowisku esportowym. Po prostu bym odszedł i obserwował z boku jak to wygląda – kiepska wizja. Oczywiście był taki okres: początki GO. Trwało to bodajże pół roku. Początków najnowszej wersji CS’a kompletnie nie znam i nie pamiętam. Obserwowałem jedynie wyniki, nie było to dla mnie aż tak istotne. Kiedy zacząłem komentować, nastąpiła w tej kwestii diametralna zmiana. Nie znam tej słynnej dominacji NiP’u. Ta scena dopiero się krystalizowała. Były swego czasu Mistrzostwa Polski w CS:GO od ESL Pro Series, gdzie chętnych do uczestnictwa nie było wielu. Ta gra dopiero wchodziła, więc każdy ją hejtował, że “to nie wyjdzie”, że “się nie uda”. Jak się okazało, jest całkiem inaczej. Nowy Counter Strike potrzebował czasu.

 

Gdyby się nie powiodło mógłbyś zostać kabareciarzem. Te filmiki z bratem były jedyne w swoim rodzaju.

 

Coś w tym jest! (śmiech) Choć dzisiaj kabaret się chyba nie przyjmuje. Teraz stand-up’y są bardziej popularne. Nie oglądam ich zbytnio. Widziałem kilka, ale nigdy nie byłem wielkim fanem. Zdecydowanie wolę kabarety, ale dzisiaj znaleźć dobry kabaret jest niezwykle trudno. Rzadko kiedy trafią się takie, które mnie śmieszą. Mój ulubiony to Moralnego Niepokoju Roberta Górskiego, który chyba jest mistrzem w tej dziedzinie. Szkoda, że takich osób jest bardzo mało. Ale gdyby mi się nie powiodło, czy byłbym kabareciarzem? Może dałbym sobie radę w branży pseudofilmowej (śmiech). Myślę, że mógłbym spróbować jako YouTuber, streamer. Dałbym sobie kilka miesięcy. Zobaczyłbym w pewnym momencie czy zacznie się zwracać. Jakąś pozycję mam, ale raczej w środowisku komentatorów, a nie streamerów czy YouTuberów. Myślę, że gdybym nie komentował, to mógłbym od tego zacząć. Jeżeli byłoby to opłacalne, czas poświęcony temu po kilku miesiącach dałby mi na to odpowiedź, to pewnie bym został. Znalazłbym się w środowisku gier komputerowych, które bardzo lubię. Jeśli nie – nie mam pojęcia i mam nadzieję, że nie będę się musiał nad tym zastanawiać.

 

Oby to trwało i trwało… Jakie są plusy bycia komentatorem?

 

Hm… największe plusy… pieniądze (śmiech)! Kolejność przypadkowa! Ale też nie ma co się oszukiwać – mogę żyć, mogę sobie na coś pozwolić, poznałem mnóstwo osób. Nawet nie mówię o samym komentowaniu. Spójrzmy na to szczerzej pod kątem esportu. Kolejne to niesamowite przygody, wyjazdy na turnieje, świetne wspomnienia, o których z radością opowiadam. Tak naprawdę to się widzi po jakimś czasie. Fajnie spojrzeć na trenerów, np. na Zonica, którego mecze jako gracza w mTw miałem okazję komentować. Nie mówiąc już o polskich trenerach typu Kuben czy Loord. Oni dzisiaj dla niektórych młodych osób są po prostu trenerami, a przecież mają za sobą wspaniałą historię. Historię, którą znam, którą przeżywałem razem z nimi za czasów 1.6. To jest miłe w esporcie, te wspomnienia. Bycie komentatorem to dobra zabawa. Robię to co lubię, mimo że poświęcam na to bardzo dużo czasu. Momentami jest to minusem, ale przez to, że zwyczajnie mi się podoba, jestem w stanie to znieść. Pasja, praca, rozrywka, hobby, jak zwał tak zwał. Wszystko się łączy. No i jeszcze te pieniądze, o których wspomniałem, oraz esport, jako jedna wielka rodzina.

 

Komentatorów jest coraz więcej. Być może dlatego, że mają ułatwioną drogę do osiągnięcia sukcesu. Czego byś im życzył? Może jakieś wskazówki dla początkujących casterów?

 

Czasami sobie słucham, jeśli można tak powiedzieć, amatorskich casterów i czuję w nich potencjał. Nie można ich od razu skreślać, sam przecież też kiedyś zaczynałem. Myślimy, że komentator powinien mówić wyraźnie, powinien być znakomity w takowych kwestiach technicznych. Pamiętajmy też, że nie trzeba mieć nie wiadomo jak świetną dykcję i głos. Nawet gdy posłuchamy jakichś komentatorów sportowych, są tacy którzy nie potrafią mówić litery “R”. Jeśli jednak jest dobry odbiór, a ludziom to nie przeszkadza, to można to pominąć. Caster w środowisku esportowym nie powinien być przede wszystkim nudny. Musi mówić tak, żeby dało się go zrozumieć, musi też wiedzieć o czym opowiada – jeśli popełni błędy to nic się nie dzieje. Nawet ja z tak dużym stażem popełniam błędy, zwłaszcza kiedy komentuję bardzo szybko. Najbardziej potrzebna jest wytrwałość, trudno jest teraz przebić się wyżej. Miałem okazję robić konkurs na komentatora. Kiedy słyszymy, że ktoś ma potencjał, to się do niego zgłaszamy. Jak jest okazja, np. większy event, gdzie musimy mieć więcej ludzi, to taka osoba na pewno ma jakieś szanse. Oprósz wytrwałości dołożyłbym konsekwencję. Są komentatorzy, którzy komentowanie niższych lig traktują bardzo amatorsko, zabawowo, prześmiewczo. W sumie się nie dziwie, bo komentują niższej rangi turniej, więc mogą sobie na to pozwolić. Muszą pamiętać, żeby w tym nie zostać. Jak za długo będą tak robić, to zdecydowanie trudniej będzie im przestawić się na inny poziom komentarza. Myślę, tu o komentarzu dla ludzi nieoglądających Counter Strike’a, a nie dla osób znających tę grę. Taka osoba wie prawie wszystko. Ja staram się to łączyć – informacje kierować dla osób z Twitcha, a także dla tych, którzy kompletnie się na grze nie znają (pamiętajmy, że czasem transmitujemy nasze mecze na TVP Sport). Wtedy ten język jest troszeczkę inny. Wiadomo, nie można popadać w jakieś skrajności, ale dobrze by było znaleźć kompromis. To nie jest tak, że masz komentować rundę i dosłownie wszystko w niej tłumaczyć – bo nie o to chodzi. Przecież w piłce nożnej komentator też nie tłumaczy nikomu, co to jest spalony. Dla mnie jak ktoś fajnie się wypowiada, nie powtarza słów, da się go zrozumieć, przekazuje emocje, mówi płynnie – to już jest połowa sukcesu, a to jest naprawdę bardzo dużo.

 

À propos emocji. Słyszałem, że komentator powinien być autentyczny.

 

Kiedy komentuję, nie potrafię się ekscytować na siłę. Mam wrażenie, że emocjonuję się czasem aż za bardzo. Nie wiem czy ktoś mi zarzucił, że robię to na siłę… chyba nie. Ja komentując, czuję, że przychodzi mi to naturalnie. Nie muszę specjalnie podnosić głosu i krzyczeć. Jak widzę jakąś akcję, która mi się spodoba, to przychodzi to naturalnie. Wydaje mi się, że nie mam z tym problemu. Być może w odbiorze jest to inne, może muszę się bardziej postarać, coś doszlifować. Sam w sobie jednak wiem, że to jest to, co czuję – następnie przekazuję to Wam, oglądającym.

Dodaj komentarz

avatar