Polskim CSem rządzą zmiany. Czy są one konieczne ?

Luty 2018 to miesiąc, w którym na polskim podwórku Counter Strika doszło do zmiany, o której mimo słabej dyspozycji drużyny, nie myślał nikt. W końcu zawodnicy z drużyny Virtus.Pro to skład, który najdłużej utrzymywał się bez zmian na scenie nie tylko krajowej ale i światowej. Do czasu, a dokładnie do dnia 6 lutego bieżącego roku, gdy na ławkę rezerwowych odsunięty został Wiktor ‘Taz’ Wojtas a w jego miejsce wszedł do drużyny Michał ‘MICHU’ Muller.

Jeśli ktoś tworzył kiedyś drużynę esportową, planował pewnie coś podobnego:

  • piątka zgranych osób,
  • codzienne treningi,
  • własny serwer gry, na który składać się mają wszyscy z drużyny,
  • koszulki teamowe, bo przecież każda szanująca drużyna ma własne,
  • wyjazdy na LANy i wygrywanie turniejów online,
  • STAŁY SKŁAD NA DOBRE I NA ZŁE.

Tak jak pierwsze pięć punktów można wypracować czy kupić, tak ostatni punkt zawsze nie wychodzi. Dlaczego? Zapytaliśmy jednego z graczy AGO Esports, drużyny, która świetnie radzi sobie na polskim podwórku ale i poza jego granicami walczy jak równy z równym.

Redakcja: Jak myślisz, dlaczego doświadczamy częstych zmian w drużynach na naszej scenie Counter Strike’a, jest to spowodowane brakiem zaufania przez graczy, czy może zawodnicy nie potrafią pogodzić się z porażką i obwiniają w głowie swoich kolegów przez co tworzy się kłopotliwa sytuacja, której następstwem jest zmiana w składzie, a może istnieją jeszcze inne przyczyny?

Mateusz “TOAO” Zawistowski: Wydaje mi się, że drużyny zmieniają zawodników z różnych powodów w zależności od poziomu samej drużyny. W tych słabszych zwykle jest to niechęć do trenowania czy rozumienie gry. A w lepszych to raczej różnice charakteru lub teamplay/rola zawodnika.

R: Powiedziałeś że w słabszych drużynach jest to niechęć do trenowania. Czy nie jest to pewna granica dzieląca te drużyny od wejścia na wyższy poziom? Przecież wystarczy zacisnąć zęby i przetrwać kryzys, czy to nie jest jednak takie proste?

T: No trzeba mieć chęci, ambicje i motywację do trenowania. To oczywiste.

R: Patrząc na wasz skład, możemy zauważyć, że od początku istnienia AGO gra stałą piątką. Można powiedzieć, że jesteście ze sobą na dobre i na złe. Jednak czy takie podejście przekłada się na osiągane wyniki?

T: To się okaże. Trzymamy się razem, bo wierzymy, że mamy dobrych graczy i zostaje kwestia dogadywania się, naprawiania błędów itd.

R: Wracając do pierwszej odpowiedzi, jakie cechy charakteru według Ciebie powinien mieć zawodnik kompletny i czy jest jakaś cecha u Ciebie, którą uważasz za ważną będąc częścią AGO?

T: Nie mam pojęcia. Na pewno musi znać swoje miejsce w drużynie i musi umieć współpracować, bez tego ani rusz.

Skoro jesteśmy już mądrzejsi o wiedzę, którą przekazał nam Mateusz, zmieńmy troszkę temat, jednak powrócimy do powyższego za kilkanaście linijek.

Tłumacząc znajomym czym jest esport, często porównuje go do sportu tradycyjnego. Rywalizacja, poświęcenie, treningi, pasja, ciężka praca… mógłbym tak długo. Tak jak w drużynach piłkarskich są roszady tak i w naszej branży nie brakuje transferów.

Drużyna piłkarska pozyskująca nowego napastnika wychodzi z założenia, że potrzebuje wsparcia w ataku by poprawić skuteczność na tej pozycji. Jednak zakup zawodnika przyczynia się do odsunięcia innego na rezerwę. Słyszeliście kiedyś, by transfer do Realu Madryt był spowodowany humorami zawodników, bo np. Cristiano Ronaldo jest egoistą i nie potrafi grać zespołowo? Nie? Ja też nie. Jest on piłkarzem, który jest jednym z ważniejszych filarów dla drużyny i trenera Zidane’a. Wraz z resztą składu tworzy zgrany zespół, który gra na takim poziomie, na jakim powinna grać drużyna jego rangi. Zapytacie pewnie – co ma zespół Realu, który posiada miliony monet do polskiej esportowej drużyny. Już odpowiadam. Pamiętajcie tylko, że to moja opinia i tak jak każdy z Was ma swoje zdanie, tak Ja wyrażam moje w tym wpisie.

Pierwszym elementem mojej odpowiedzi jest cierpliwość, a raczej jej brak, jeśli mówimy o naszych graczach. Nie potrafią oni przeczekać gorszych momentów, obwiniając swoich partnerów z gry o formę drużyny. Czemu wspomniany na początku zespół Virtus.Pro tak późno zdecydował się na zmiany? Bo byli cierpliwi, szukali rozwiązań w swojej grze, a nie kolegach z drużyny. Wiedzieli, że skoro wygrywali z każdym to są w stanie powrócić na szczyt. Zmiana prowadzącego, roszady na BSach po stronie broniącej, przerwy od gry, czy wręcz przeciwnie – katowanie CSa na bootcampach. Wszystko to oznaka cierpliwości i wiary w to, że czas, który są razem scala ich drużynę i ‘wrócą silniejsi’. Ostatecznością była zmiana i w końcu podjęli ten krok, czego wynikiem jest zmiana -Taz +Michu, czy dobra – przekonujemy się o tym cały czas i przekonywać będziemy jeszcze długo.

Drugim powodem jest charakter młodych graczy. Polskie drużyny to ekipy z młodymi zawodnikami, którzy nie znają powiedzenia trening czyni mistrza. Od zawsze żyją w czasach, gdzie wszystko dostępne jest od tak i można mieć co się zechce na już, tu i teraz. Tego samego oczekują w grze, zamiast walczyć o to co mają, wolą dokonywać zmian co w dalszej perspektywie cofa ich w rozwoju zamiast pchać do przodu. Co najgorsze, często przy zmianach na światło dziennie wypuszczane są nie potrzebne informacje dotyczące np. sprzeczek w środku drużyny, co źle wpływa na organizację a przede wszystkim samych zawodników, co później odbija się na ich marce(dokładnie, zawodnicy są marką, o którą każdy musi dbać), jednak to już temat na osobny artykuł, może ‘Jak zepsuć sobie reputację jedną publikacją na Facebooku’?

Brak profesjonalnych organizacji też nie pomaga. W naszym kraju jest tylko kilka drużyn, które potrafią zapewnić swoim graczom przyzwoite warunki do gry, dzięki czemu oni sami mogą zająć się treningami i podbijaniem sceny(tylko czemu tego nie robią, skoro mają świetne warunki). Mimo wszystko nawet w tych poważniejszych teamach dochodzi do zmian mimo, że wypłacają swoim zawodnikom pensję, dbają o ich komfort psychiczny i fizyczny, zapewniają zaplecze do gry w postaci domów gracza, czy niezbędnego sprzętu. Powód ? Zapewne kłopot leży w zawodniku, bądź relacji między kilkoma graczami. Ostatnie wydarzenia pokazują jednak, że nawet te profesjonalne drużyny, ze sporym zapleczem finansowym, fanbase’m czy liczącą się marką nie wiedzą jak postępować ze swoimi graczami i nie podpisuje z nimi kontraktów. To świadczy tylko o tym, że w naszym kraju brakuje osób, które potrafią tym wszystkim zarządzać. Ludzi, którzy mają pojęcie o strukturach jakie powinny być i obowiązywać w środku drużyny, o prowadzeniu całej drużyny od A do Z.

Nieraz słyszy się też o braku wypłacania pensji mimo wiążącej umowy, która jest podpisana pomiędzy CEO a zawodnikiem. Głównie dochodzi do tego w drużynach, które czasem zaskoczą w rywalizacji na najwyższym szczeblu w kraju, ale podczas słabszego okresu nie słychać o nich w ogóle. Taka sytuacja źle odbija się na młodych zawodnikach, bo kto czułby respekt do pracodawcy, który nie wywiązuje się z warunków umowy. To wszystko powoduje brak zaangażowania i świadomość, że można zmieniać drużyny jak rękawiczki. Tylko jak długo? To przecież kwestia czasu aż zabraknie drużyn w naszym kraju, a zawodnicy zaczną uciekać do składów np. europejskich. Martwi mnie tylko jedno – mianowicie, czy wyuczone złe nawyki w kraju przyczynią się do złej opinii o naszych graczach na świecie, którzy po kilku porażkach z rzędu odejdą ze składu z fochem? Oby nie. Życzę sobie tego, by w niedalekiej przyszłości na naszej scenie były osoby, które poprowadzą młode osoby w ich karierze i sytuacja w drużynach się ustabilizuje. Trzeba pamiętać o jednym, tworząc zgraną piątkę musimy działać jak rodzina. Wszystko co leży nam na sercu wyrzucamy od razu, każdą decyzję podejmujemy wspólnie a co najważniejsze nie odrzucamy członków grupy tylko dla tego, że ma odmienne zdanie, czy gorszy okres.

Z Mateuszem Zawistowskim rozmawiał Wojciech Korcz